Buszuję sobie po FB i trafiam na forum dotyczące treningów, odżywiania i wzajemnej motywacji. Wchodzę. Trafiam na pierwsze pytanie jednej z forumowiczek: „Dziewczyny! Czy można schudnąć nie licząc kalorii?”
I padają odpowiedzi od innych kobiet: że tak, że oczywiście, że ja nie liczę i zobacz jak wyglądam. Wchodzę sobie na profile tych dziewczyn i patrzę, że trenują aktywnie od kilku lat, że zdrowo się odżywiają również od kilku lat, że często są trenerkami. I wyglądają pięknie.
I ok. Zapewne (tak jak mówią) nie liczą kalorii. Ale nie dodają przy tym, że mają za sobą lata ich liczenia. Że przechodziły kalkulatory, wagi i całą resztę, która jest potrzebna do tego żeby poznać swój organizm, żeby wiedzieć kiedy można sobie na coś pozwolić. Żeby dojść do momentu, w którym można sobie pozwolić na nieliczenie kalorii. A mogą to robić dlatego, że przez lata nauczyły się ile wziąć orzechów w garść żeby wyszło 20g, na jakie kawałki kroją kurczaka żeby wyszło 100g itd… I to nieprawda, że teraz jedzą co im się w dłonie dostanie. Po prostu wiedzą ile czego mogą zjeść żeby nie zaprzepaścić wykonanej pracy.
Dlatego, jeśli ktoś na początku Waszej drogi powie Wam, że można schudnąć nie licząc kalorii, to ja bym mu nie uwierzyła. Musisz wiedzieć ile jesz. Kropka. I musisz to mierzyć i ważyć. Kropka. I musisz być konsekwentny. Kropka. I to jest klucz do sukcesu. Kropka.
A jak będziesz wytrwały to z czasem sam będziesz mógł śmiało powiedzieć: Ja nie liczę kalorii i zobacz jak wyglądam 😉
Czy można schudnąć nie licząc kalorii?
