Nie masz pomysłu na posiłek po treningu? Spróbuj tego!

Nie masz pomysłu na posiłek po treningu? Spróbuj tego!

Cześć!

Jeśli ćwiczysz i nie masz pomysłu co zjeść w posiłku potreningowym – koniecznie przeczytaj dzisiejszy newsletter :slight_smile:
Zajmiemy się w nim tematem szejków potreningowych.
Szejki to bardzo dobry sposób na szybki posiłek po treningu, który możesz przygotować w domu i śmiało zabrać ze sobą na trening.
Taki szejk powinien składać się głównie z białka, co w połączeniu z węglowodanami regeneruje mięśnie.
Białko zamiast odżywki proteinowej możemy śmiało zastąpić jakimś jogurtem naturalnym, mlekiem, chudym twarogiem, czy kefirem.
W wersji wegańskiej polecam mleko sojowe. Do białka możecie śmiało dorzuć swoje ulubione owoce i delektować się smakiem :slight_smile:
Najlepiej jest go spożyć do 2 godzin po aktywności fizycznej.
Trzeba pamiętać, że szejki nie są zarezerwowane tylko dla mężczyzn.
Śmiało możecie spożywać takie szejki również będąc na diecie.

Poniżej przedstawiam Wam 3 przykłady smacznych i efektywnych szejków.

SZEJK ORZECHOWY/CHAŁWOWY Z CIECIERZYCĄ
– 2 szklanki mleka orzechowego.
– 2 banany (najpyszniej smakują mrożone)
– pół szklanki ugotowanej cieciorki
– 2 łyżki ulubionego masła orzechowego lub tahini (dodająca chwałwowego posmaku)
– 2 łyżeczki siemienia lnianego, chia – nie mają wpływu na smak
– cynamon do smaku
– ew. 2 daktyle dla dodatkowej słodyczy

SZEJK MALINOWO-MIGDAŁOWY
– 3 łyżki płatków owsianych
– niepełna łyżka migdałów
– 50 g chudego twarożku
– niepełna szklanka mrożonych malin
– mleko 1,5% tłuszczu
– opcjonalnie (szczególnie przydatny składnik dla trenujących panów) – 1 porcja odżywki białkowej.

SZEJK Z JARMUŻEM I MANGO
– 3 liście jarmużu
– dojrzałe mango
– łyżka mielonego siemienia lnianego
– 1/2 szklanki mleka kokosowego

Sposób przygotowania? Bardzo prosty, składniki wrzucamy do blendera i miksujemy

Jeśli macie więcej pytań odnośnie wprowadzania szejka potreningowego do swojego życia zapraszam do kontaktu.

Dlaczego oczekujemy szybkich efektów i do czego to prowadzi?

Dlaczego oczekujemy szybkich efektów i do czego to prowadzi?

Dlaczego oczekujemy szybkich efektów i do czego to prowadzi?

Cześć. Mam na imię Marta i zapraszam Cię do mojego podcastu. Jeśli, choć kilkukrotnie zdarzyło Ci się pomyśleć „Zaczynam od poniedziałku” to ten podcast jest właśnie dla Ciebie. Motywacja, ruch, odżywianie, nawyki, ale także biznes trenera od kuchni i fit świat od zaplecza. O tym będziemy sobie tutaj rozmawiać. Zapraszam.

Cześć. Witam Cię drogi słuchaczu w szóstym odcinku mojego podcastu „Zaczynam od poniedziałku”. Dzisiaj porozmawiamy sobie o tym, dlaczego oczekujemy szybkich efektów i co może się z tym wiązać. Ja oczywiście w tym odcinku oprę się o swoje doświadczenie trenerskie, czyli poruszę temat szybkiego odchudzania, ale szybkich efektów oczekujemy nie, tylko jeśli chodzi o aspekt odchudzania, ale również o wiele, wiele innych życiowych aspektów.

Ja pamiętam pracując w korporacji, dawno temu, po urodzeniu pierwszego dziecka również miałam nadprogramowe kilogramy i bardzo zależało mi na tym, żeby się ich pozbyć. Natomiast moja wiedza na temat odżywiania była właściwie zerowa. Już nie mówiąc o tym, że kompletnie się nie ruszałam. Nie ćwiczyłam, nie uprawiałam żadnego sportu, nie chodziłam na siłownie. Nie pływałam na basenie, nie robiłam absolutnie nic poza maszerowaniem i jeżdżeniem sobie rekreacyjnie na rowerku. Wiecie z mężem. No i oczywiście prowadzenie wózka z małym dzieckiem. Wtedy pamiętam, że bardzo popularna była dieta kopenhaska i dieta Ducana. Ja uwielbiałam nabiał i doszłam do wniosku, że ja tej diety Ducana chce spróbować. Oczywiście kupiłam jakąś książkę, to była taka nieduża pozycja, ja ją od deski do deski przeczytałam i doszłam do wniosku, że to jest absolutnie dla mnie stworzone. Słuchajcie, jadłam tego nabiału, tego kurczaka, tych serków wiejskich, mega dużo. Nie czułam się najlepiej, bo tego nabiału było naprawdę dużo, ale rzeczywiście te kilogramy spadały. Byłam bardzo zadowolona z efektów tej diety. Natomiast już nie kupiłam książki o tym jak powinnam się z takiej diety wyprowadzić. Powiem więcej, ja nie miałam pojęcia, że ja mam się z czegokolwiek wyprowadzać. Co to w ogóle jest, teraz już znam takie pojęcie, ale wtedy nie miałam ogóle wiedzy w tym obszarze. Więc, jak tam ten określony czas… już nie pamiętam dokładnie tych jednostek czasowych, ale jak ten określony czas jadłam ten kurczak i ten nabiał i później kazano mi skończyć. Skończył się ten 6-8 tygodni, już nie pamiętam, no to ja po prostu przestałam jeść co kazano mi jeść w czasie diety i zaczęłam jeść to co normalnie jadłam. No i możecie domyślać się co się stało. Oczywiście te kilogramy, które ja wtedy zrzuciłam wróciły do mnie, rzekałabym może nie podwójną siłą, ale półtora raza więcej dostałam tych kilogramów. No i kompletnie nie rozumiałam dlaczego, bo efekt jojo uważałam, że on mnie nie dotyczy. Ja pięknie schudłam, trzymałam się tych zasad i o co tutaj w ogóle chodzi? Jak to się stało, że ja znowu przytyłam?

Trzeba mieć też na uwadze, że chudnięcie wymaga od człowieka wysiłku. Natomiast tycie w moim odczuciu jest takie… mimochodem. Nawet nie wiemy, kiedy to się dzieje. Ja się bardzo często spotykam z takimi opiniami tutaj na sali wśród kobiet, które do mnie przychodzą, że one właściwie nie wiedza jak to się stało, że one przytyły, no i w ciągu ostatniego roku przytyły tam 6-8-10 kilogramów, a tak naprawdę no to kompletnie nie wiedzą, dlaczego tak się wydarzyło. Kiedy to się stało, przecież nie jadły niczego specjalnego. O co tutaj w ogóle chodzi.

Ogólnie rzecz biorąc teraz jest wógóle jakoś inaczej, ciężej nam pilnować diety, kiedy jesteśmy w okresie lockdownu, okresie pandemii, zamknięci w domach i mamy bardzo blisko do lodówki i mam wrażenie, że ten nasz tryb takiej pracy, że biegniemy do kolejki, czy do pociągu, czy do tramwaju. Później w tym biurze też nie siedzimy 8 godzin tylko chodzimy na spotkania, ruszamy się, idziemy na wspólny lunch. Jest tego ruchu dużo więcej tak naprawdę niż teraz kiedy siedzimy w domu i od kanapy do stołu, czy biurka, na którym jest komputer mamy 2 kroki, a od komputera do lodówki mamy 3 kroki. No jeszcze ewentualnie wyjdziemy z psem na spacer, ale jak psa nie ma to już kaplica. W radio ostatnio jadąc samochodem słyszałam, że w tym ostatnim roku 42 % polaków przytyło średnio 5,7 kilograma. To jest słuchajcie bardzo dużo, bo to jest prawie połowa populacji przytyła prawie 6 kilo. Ja co prawda nie znam danych z poprzednich lat, ale wydaje mi się, że to jest ogromna liczba, no i prawdopodobnie wynika to właśnie z tego, że mamy tego ruchu dużo mniej niż mieliśmy jak do tego biura musieliśmy wstać, pojechać. Myślę też, że teraz jesteśmy trochę mniej tacy pod napięciem, że musimy wstać, że musimy zdążyć na kolejkę, bo jak się spóźnimy no to się spóźnimy do pracy. Tutaj nie ma takiego poczucia takiej niepewności, a to też mobilizuje ciało do pewnych zachowań, no i tak jak mowie, mamy bardzo blisko do sięgnięcia po jakieś przekąski. Myśle, że to mimochodem, nie wiemy, kiedy chapsniemy kabanosa, paluszka, jabłko w miedzyczasie, kiedy nie ma pory posiłku, a my gdzieś tam takie drobne przekąski niezauważalnie wcinamy i tak naprawdę wcale nie zauważamy, że coś przed chwilą chapsnęłyśmy i pewnie jakby stała jakaś osoba obok i powiedziała „hej właśnie zjadłaś kawałek czekolady” to byśmy się tak otrząsnęły i powiedziały „cooo? Niee, niemożliwe, nic nie jadałam”. No tak to niestety wygląda, kiedy jesteśmy zajęci pracą, szczególnie właśnie w domu, kiedy mamy bardzo blisko do różnych rzeczy na wyciągniecie ręki, no to niezauważalnie te kilogramy nam przybywają.

Kiedy już stwierdzimy, zauważymy, że np. nie dopinamy koszuli, albo guzika w spodniach, no to już wiemy, że coś się dzieje i stwierdzamy, że chcemy coś z tym zrobić. No i wtedy jest kilka dróg, które są przez nas wybierane. Szukamy diet na własną rękę. Zaczynamy wpisywać hasło „jak szybko schudnąć 5 kilo”, wyskakują nam bardzo różne strony, oczywiście zdjęcia tych metamorfoz. Jak wyglądałem przed jak wyglądam po. To nas napędza do tego, że chcemy tak samo. Chcemy szybkich efektów. Często jest tak, że łapiemy cokolwiek co nam wpadnie w ręce w tym internecie. Przekonają nas np. właśnie wspomniane przeze mnie pokazane metamorfozy. Miejsce na uwadze, że to mogą być totalne bzdury. To znaczy to, że ktoś wstawi zdjęcie przed i po i napiszę, że to się stało w tydzień, a wy w to uwierzycie… no to nie jest dobrze. Pamiętajcie, żeby zawsze też własną logiką gdzieś tam przesiać informację, które macie w internecie, bo tak naprawdę nie wiecie, kiedy zdjęcia zostały zrobione. Czy jest to ta sama osoba, bo czasami ta sylwetka jest tylko pokazana, nie ma twarzy. To mogą być podobnej budowy sylwetki, okazuje się, że to nie są takie same osoby. Trzeba na to wszystko brać poprawkę i trzeba być rozsądnym i umieć przesiać często nieprawdziwe informacje. Oczywiście są popularne diety, które są dostępne w internecie, o których możecie bardzo dużo przeczytać i dojść do wniosku, że chcecie na własną rękę spróbować wprowadzić taką dietę i to bardzo często się dzieje. Np. post dr. Dąbrowskiej, który jest szeroko opisany w internecie i rzeczywiście nie potrzeba wizyty u niej, żeby samemu sobie te dietę spróbować zrobić. Ja też współpracowałam z kobietami, które w trakcie naszej współpracy decydowały się na ten kilkutygodniowy post.

Ja nie czytałam książek na temat diety dr. Dąbrowskiej. Ja widziałam co one jadły i jak one się czuły i powiem tak: To jest bardzo ryzykowne, dlatego że ta dieta jest super, że opiera się na warzywach i owocach (to jest aboslutnie coś co każdy powinien w naszą codzienna diete włączać), ale musicie mieć na uwadze, że ona opiera się tylko na warzywach i owocach.
Ja przygotowując plany żywieniowe swoim podopiecznym w ogóle nie wliczam im kalorii z warzyw, ogólnie. Oczywiście są wyjątki, ale ogólnie nie wliczam kalorii z warzyw w kaloryke posiłków, którą dla nich przygotowuję. Także miejcie na uwadze, że warzywa są oczywiście bardzo niskokaloryczne i nawet jeśli przeczytacie, że możecie tych warzyw jeść do woli to to nadal będą małe kalorie. To będzie 700, 900, 600 kalorii, kilokalorii przepraszam, w ciągu dnia, więc jakby, jeśli pracujecie zawodowo, jesteście dorosłymi ludźmi, wyjdziecie z tym psem na spacer to to jest absolutnie, powinno być zakazane, żeby jeść 600,700,900 kalorii. Jak można na tym żyć? Oczywiście nasz organizm się do tego dostosuje i oczywiście, no przy takiej kaloryce nie sposób jest nie schudnąć. Natomiast to nie jest coś co może zostać z Wami na całe życie. Musicie mieć na uwadze, że tak nie da się żyć, że tak ok, możecie wytrzymać tydzień, dwa, trzy, ale to nie jest way of life, to nie jest sposób na życie, to nie jest sposób odżywiania. To jest coś co można zastosować chwilowo, ale też trzeba mieć na uwadze to, że nie tylko zastosować tak jak ja zastosowałam Ducana tylko wiedzieć, jak potem, jeśli zdecydujemy się koniec postu, co mamy dalej zrobić, żeby te kilogramy, które w trakcie tych tygodni zgubiliśmy do nas nie wróciły. Bo one wrócą, jeśli nie będziemy wiedzieli jak wyprowadzić się z takiego postu, jak wyprowadzić się z takiej diety. Powoli, stopniowo i jak to zrobić. A właśnie bardzo dużo jest informacji o tym jak skuteczny jest post dr Dąbrowskiej, jak go przeprowadzić, ile powinien trwać tygodni, są grupy na Facebooku. Tam dziewczyny i mężczyźni oczywiście też, wymieniają się doświadczeniami. Natomiast jest bardzo mało informacji o tym, co zrobić, żeby te kilogramy, które straciliśmy w czasie tego postu donas nie wróciły. Jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Ja jestem totalnie przeciwna treningom w trakcie trwania tego postu, dlatego że, no ja mam ogromny problem z tym, żeby przyjmować do siebie ludzi, którzy jedzą 600, 700 kalorii i jeszcze spalać im 250 czy 300 na treningu. Bo to jest dla mnie już, no kompletnie, nazwę to po imieniu, po prostu nieodpowiedzialne i głupie, żeby tak swój organizm wycieńczać. Ja wiem, że czujecie się super na poście dr Dąbrowskiej, przynajmniej tak twierdzicie, że czujecie się bardzo dobrze, czujecie się zdrowo, czujecie się fajnie, ale organizmu nie oszukamy. Koniec, kropka. Także to, że czujecie się przez tydzień, dwa fajnie, ekstra. Natomiast nie sposób, żeby to gdzieś nie zostawiło jakiegoś spustoszenia. Także bardzo, bardzo ostrożnie z tego typu rzeczami. Ja wiem, że czasami zdarzają się sytuacje, że, nie wiem, dowiadujecie się w ostatniej chwili, chociaż bardzo rzadko, że ktoś bierze Wam bliski ślub, no i dochodzicie do wniosku, że jejku, dwa, trzy kilo by się przydało. Okej! Okej, niech będzie, ale nie róbcie tego, jeśli macie do zgubienia 10,15 czy 20 kilo, dobrze? Do tego trzeba podejść w zupełnie inny sposób. Nie wiem, czy kojarzycie taką aktorkę Dominika Gwint. Ona swego czasu bardzo, bardzo schudła. Z tego, co ja kojarzę ona korzystała z Gaca System, niestety już ten założyciel nie żyje. Natomiast rzeczywiście ten system opierał się również na tym, że ta kaloryka posiłków była bardzo, bardzo niska. Oni też mieli własne siłownie, własnych trenerów i pamiętam, że też bardzo mocno stawiano na tę aktywność fizyczną. No i ok, jakby dieta i aktywność to jest to, ale nie tak niska kaloryka tych diet, które on, jego system zakładał, proponował. I ona przepięknie schudła. No możecie zobaczyć jak wygląda teraz, wystarczy wygooglować. Ja oczywiście nie wiem co zadziało się w międzyczasie, nie znam tej kobiety osobiście, natomiast mogę się domyślać z takiego trenerskiego punktu widzenia i ze swojego doświadczenia, co tam się mogło wydarzyć. Natomiast chcę Wam też pokazać jakby naocznie, że te niskokaloryczne diety są bardzo złe. One, tak jak powiedziałam, dwa kilo potrzebujesz, ok, na chwilkę możesz gdzieś tam spróbować czegoś takiego, ale te dwa kilo do Ciebie wrócą. To mogę Ci obiecać. To nie ma na dłuższą metę kompletnie sensu. Poza tym ta niska kaloryczność tych diet przez dłuższy czas wiąże się z ogromem zaburzeń dla zdrowia i to jest po prostu zwyczajnie niewarte tego, żeby w coś takiego wchodzić. Bardzo mocno spowalnia metabolizm. Zaburza się praca tarczycy. Zaburza się cała gospodarka cukrowa. Jest ogrom niedoborów witamin. Bardzo ciężko się później z tego wyprowadzić. Naprawdę pozna przypłacić taką zbyt niską kaloryke, którą spożywamy po prostu zdrowiem. Nawet jak zobaczycie na wadze te lecące kilogramy to nie warto jest tak szybko mieć ogromny nacisk na to, dlatego że po pierwsze te kilogramy zapewne wrócą tym efektem jojo, a po drugie spustoszeje to wasz organizm.

Ja na swojej sali spotykam się z bardzo różnymi kobietami, które mają również różne podejście do sposobów odżywiania. Do tego, co jest dla nich ważne. Dla większości z nich ważne jest to, żeby leciały kilogramy i bardzo mocno się na tym koncentrują. Kiedy kilogramy nie lecą to one się demotywują. Ja zawsze tłumaczę: kilogramy są ważne, ale nie są najważniejsze. Dlatego zawsze namawiam dziewczyny do tego, żeby zbadać skład ciała na takiej specjalnej wadze, którą tutaj mam, bo to nam da bardziej wiarygodny obraz tego, co dzieje się w organizmie, a oprócz tego oczywiście mierzyć obwody.

Kobietą jest jeszcze trudniej, tak reguralnie te kilogramy gubić, dlatego że my mamy bardzo różne fazy cyklu. U jednych jest to bardziej widoczne u drugich mniej. Natomiast takie ważenie się co drugi dzień i sprawdzanie „czy już poleciało?” jest po pierwsze kompletnie bez sensu, po drugie jest stresujące, zapewne jest też demotywujące. To jest takie zamknięte koło, że my się nakręcamy, że nic się nie dzieje. Jesteśmy zestresowane, a stres nie jest przyjacielem odchudzania. Wiec to jest kompletnie bez sensu, zostawmy to, tak jak ma być. Ważmy się co 2 tygodnie, a nie co chwilkę. Nie myślmy o tym po prostu na co dzień. To jest bardzo ważne.

Ja się cieszę, że bardzo często w trakcie współpracy widze to po moich podopiecznych, że ten punkt widzenia na temat wagi zupełnie im się zmienia. On jest rzeczywiście ważny na samym początku, bo to jest taka cyferka, którą widzą „wow, leci w dół, ale super”. Widać ten efekt mojej pracy, ale z czasem widze też, że „o, weszłam na drugie piętro, nie mam zadyszki, kiedy to się stało”. Także też widać efekty takiej pracy i to też jest na szczęście z czasem dla nich bardzo motywujące, że nie tylko te kilogramy, ale też samopoczucie. Też zmiana tego jak wyglądają. To, że mieszczą się np. w ulubioną sukienkę letnią, a kilogramy jakoś specjalnie przy tym nie lecą. Zmienia się ten punkt widzenia i to mnie bardzo cieszy.

Musimy pamiętać, że takie zdrowe odchudzanie to jest mniej więcej miedzy 0,5 a 1 kilogram tygodniowo. To są 2-4 kilogramy w miesiącu. Jeśli takim tempem będziemy się odchudzać to jest ogromna szansa na to, że nie wrócą nam te kilogramy. Najważniejsza jest zmiana naszego myślenia, podejścia do odżywiania. Jeśli będziemy odżywiali się zdrowo, żyli aktywnie, mieli na uwadze, że 80% naszej diety powinna być zbilansowana, powinna być zdrowa. A te 20% zostawimy sobie na jakieś drobne przyjemności, żeby „nasza głowa nie zwariowała” to nie będzie nam potrzebna żadna dieta i żadne odchudzanie, bo nasza idealna waga będzie nam po prostu towarzyszyć. Miejcie na uwadze, że te 2-3 kilogramy w jedną i w drugą stronę to są naturalne wahania wagi. Nie ma się co nimi denerwować, nie ma się co nad nimi zastanawiać. Tak działa nasz organizm.

Po prostu żyjmy zdrowo, odżywiajmy się zdrowo, bądźmy aktywni (jak najwięcej tej aktywności wprowadzajmy w swoje życie. Ja nie mowie tylko o trenowaniu, ale też o takiej spontanicznej aktywności ruchowej). Zamieniajmy samochód na rower, wyjdźmy pieszo na miasto, nie jeździjmy wszędzie samochodem, wysiądźmy przystanek wcześniej przed pracą, nie używajmy windy, wejdźmy po schodach. Takie drobne zmiany, które na co dzień powodują duże zmiany, dzień po dniu. To jest też to co mówiłam w moim podcascie o nawykach, to był drugi odcinek, bardzo serdecznie zachęcam Cię do wysłuchania go.

Po prostu żyjmy zdrowo, a nie będziemy się musieli zastanawiać, kiedy schudnąć, kiedy przytyć. Trzymam za to kciuki. Dziękuje za wysłuchanie tego odcinka i słyszymy się w następnym.

<iframe src="https://open.spotify.com/embed-podcast/episode/64AGxI5z3hc95r2tfJEfWM" width="100%" height="232" frameborder="0" allowtransparency="true" allow="encrypted-media"></iframe>
Jak wrócić do aktywności fizycznej po długiej przerwie

Jak wrócić do aktywności fizycznej po długiej przerwie

Powrót do aktywności fizycznej po znacznej przerwie wiąże się z tym, że musimy znów nauczyć i przyzwyczaić swój organizm do ruchu czy obciążeń.
Niestety nawet krótki odpoczynek od treningów może zmniejszyć nasze możliwości kondycyjne.

O czym trzeba pamiętać chcąc wrócić do swojej ulubionej dyscypliny?
Przede wszystkim o tym, żeby nie stawiać sobie zbyt ambitnych celów, bo może się to skończyć kontuzją, stanami zapalnymi czy bolesnymi „zakwasami”. Nasz organizm nie będzie na początku w stanie zaadaptować się do znacznych obciążeń.

Jakie zatem wybrać aktywności?
Na początek zdecydowanie lekkie. Spacery, rower, basen, ewentualnie marszobieg. Coś co usprawni nasz system krążeniowo-oddechowy i powoli będzie przyzwyczajało nasze ciało do większego wysiłku. Możemy również wybrać zajęcia skupiające się na poprawie mobilności i stabilności poszczególnych segmentów ciała np. joga czy trening personalny. Potem możemy próbować powoli wracać do treningu siłowego. Odpowiednio dobrana objętość i intensywność treningu jest tu kluczowa. Polecam wcześniej skonsultować swój plan treningowy oraz technikę wykonywania ćwiczeń z trenerem. Z czasem możesz oczywiście zwiększać intensywność treningu.
Początkowo wydłużając czas ćwiczeń oraz liczbę powtórzeń, później zwiększając również obciążenie. Czasami znalezienie partnera do treningów daje super kopa i motywację. Jeśli lubisz ćwiczyć w towarzystwie, to jest to super pomysł! Obiecując komuś swoją obecność na siłowni, trudno Ci będzie wymyślać wymówki na unikanie kolejnych treningów. Dobry partner treningowy będzie Cię wspierał, gdy zwątpisz w swoje możliwości i motywował do treningu, gdy nie będzie chciało Ci się ruszyć z domu.

Reasumując, należy pamiętać o zasadzie małych kroków. Lepiej iść powoli do przodu niż rzucić się na głęboką wodę i podtopić… Aktywność ruchowa ma przynosić ogrom korzyści dla naszego zdrowia, a nie nam go utrudniać. Jeżeli wcześniej ćwiczyłeś regularnie, powrót do formy nie zajmie Ci wiele czasu. Trzymam kciuki!!!

5 rzeczy, których być może o mnie nie wiesz.

5 rzeczy. których być może o mnie nie wiesz.

Cześć. Mam na imię Marta i zapraszam Cię do mojego podcastu. Jeśli, choć kilkukrotnie zdarzyło Ci się pomyśleć „Zaczynam od poniedziałku” to ten podcast jest właśnie dla Ciebie. Motywacja, ruch, odżywianie, nawyki, ale także biznes trenera od kuchni i fit świat od zaplecza. O tym będziemy sobie tutaj rozmawiać. Zapraszam.

Cześć, witam Cię drogi słuchaczu w 5 odcinku mojego podcastu „Zaczynam od poniedziałku”. Dzisiaj będzie dosyć osobisty odcinek. Troszkę nawiązując do pierwszego odcinka tego podcastu. Jeśli jeszcze go nie wysłuchałeś to bardzo serdecznie Cię do tego zachęcam.

Dzisiaj opowiem o 5 rzeczach, które być może o mnie nie wiesz. Dlatego, że na co dzień myślę, że nie tylko ja nie mówimy o takich rzeczach w social mediach, nie piszemy o tym, nie pokazujemy tego na co dzień. Natomiast dzisiaj chciałabym powiedzieć 5 (moim zdaniem) interesujących rzeczy, których być może o mnie nie wiesz.

Mogę się domyślać, ale już pierwsze wyznanie, które już za chwile usłyszysz może być dla Ciebie szokiem ze względu na zawód jaki wykonuje, na to, co możesz zobaczyć na moich profilach internetowych, ale UWAGA – jestem urodzonym leniem. Od dziecka jestem leniem, nigdy nie byłam specjalnie aktywna, chodź oczywiście chodziłam na SKS w szkole podstawowej. Mama również zapisała mnie do szkoły tańca towarzyskiego, ale to była aktywność taka wymuszona. Specjalnie aktywna nigdy nie byłam. Ogólnie rzecz ujmując w szkole zawsze słyszałam od nauczycieli „zdolna, ale leń”, no i to prawda. Wszystko odkładałam na ostatnią chwilę. Muszę przyznać, że już nawet jako osoba dorosła pracując w korporacji również, póki nie gonił mnie deadline i wiedziałam, że już naprawdę muszę oddać projekt, albo cokolwiek innego to dopiero działało na mnie mobilizująco i dopiero wtedy brałam się porządnie do roboty. Ta praca zawsze została zrobiona w dobry sposób, ale teraz prowadząc swój biznes, patrząc na to z innej strony, uważam, że można było robić to lepiej rozkładając to w dłuższej jednostce czasu, a tak to wszystko było na ostatnią chwilę. Także tak. Jestem leniem, chociaż już wyleczonym, rzekłabym uśpionym oby już do końca życia 🙂 Czyli wszystko to, co w tej chwili robię jest zwyczajnie wypracowane i chciałabym też tym komunikatem powiedzieć Ci, że jeśli wydaje się Tobie, że aktywność fizyczna nie jest dla Ciebie, że nie chce Ci się ruszać, że wolisz posiedzieć na kanapie, wolisz odpalić Netflixa, a z drugiej strony zdajesz sobie sprawę z tego, że ruch jest potrzebny dla zdrowia. Dla Twojego serca, dla Twojego układu i krwionośnego i pokarmowego i każdego innego właściwie, dla Twoich stawów, po prostu dla Twojego zdrowia to możesz to sobie wypracować. Mnie też kiedyś wydawało się, że nie chce mi się ruszać, że wole sobie poleżeć, poczytać książkę, posłuchać muzyki, ale rzeczywiście ten ruch jest bardzo potrzebny i warto jest wypracować w sobie taki nawyk zmiany tego lenia, krok po kroku. Wiadomo, że nie od razu rzucimy się z motyką na słońce, ale powolutku pracuj nad tym, żeby zacząć się ruszać, a obiecuje Ci, że zapomnisz o tym, że kiedyś byłeś leniem i będziesz sobie przypominać o tym tylko wtedy, kiedy będziesz nagrywać odcinek podcastu 😀

Kolejną rzeczą, którą być może o mnie nie wiesz, a która w rzeczywistości diametralnie zmieniła moje życie. Miała na nie ogromny wpływ. Jest to, że 15 lat śpiewałam. Chociaż, pamiętam taką sytuację z dzieciństwa, kiedy pojechałam z moją mamą do mojej babci, byłam chyba w zerówce. Był dzień mamy albo dzień babci i uczono nas jakiejś piosenki w przedszkolu i bardzo chciałam te piosenkę zaśpiewać. Stanęłam na środku pokoju u mojej babci, zaśpiewałam i moja mama, należąca zazwyczaj do bardzo szczerych osób, tak jej zostało do dzisiaj. Powiedziała, że słoń mi na ucho nadepnął i kompletnie nie mam głosu i skreśliła mnie, zdecydowanie. Jeśli chodzi o ten aspekt życia, natomiast to się zmieniło w liceum i okazało się, że coś tam jednak z tego słuchu mam. Zostałam zauważona na lekcji muzyki przez naszego nauczyciela, który prowadził również chór szkolny. No i zaprosił mnie właśnie do współpracy z tym chórem. Byłam sopranem, to taki najwyższy.. nie, jest jeszcze mezosporan, jeśli dobrze pamiętam, ale to taki jeden z tych wyższych głosów i śpiewałam z tym chórem, z resztą bardzo długo. W międzyczasie miałam takie przygody w nagrywaniu coverów zagranicznych gwiazd, jeszcze wtedy były kasety i była sprzedaż i na stadionie i pod Pałacem Kultury. Pamiętam, że na tych kasetach te moje nazwisko się przewijało i to było dla mnie takie ważne. Zawsze miałam ogromny szeroki uśmiech na twarzy, kiedy widziałam na tych opakowaniach od kaset swoje nazwisko. Oczywiście była to też fajna sprawa o zarabianie takich pierwszych pieniędzy, bo te zlecenia były oczywiście płatne. Za zgodą mojej mamy, bo byłam niepełnoletnia. Także jeździłam do studia nagraniowego, takiego profesjonalnego i nagrywałam covery. Potem gdzieś w międzyczasie jeszcze miałam przygodę z zespołem disco-polo 😀 Śpiewałam i tańczyłam na koncertach w różnych miejscowościach razem z jeszcze jedną dziewczyną i mężczyzną. No to była też ogromna przygoda, bardzo duże sceny. Generalnie świat disco-polo jest mi obcy. Natomiast wtedy to było coś niesamowitego, to były przeogromne emocje i wielkie przeżycia. Skończyłam na rocku 😀 Śpiewałam w kapelach rockowych i tak też dzięki temu poznałam swojego obecnego męża, z którym jestem 21 lat. Także obchodzimy, w tym roku, w maju 21-lecie poznania się i bycia razem. To jest połowa naszego życia. Także możecie też wywnioskować, że jestem bardzo lojalna, ale o tym opowiem za chwilkę, kiedy zdradzę swój znak zodiaku. Być może pomyślicie sobie, że jest to oznaką takiego znaku zodiaku, spod jakiego jestem.

A jestem zodiakalnym skorpionem. Także myślę, że teraz rzeczywiście możecie powiązać te lojalność z tym znakiem zodiaku. Wszystkie horoskopy, opisy tego znaku mówią o tym, że ta lojalność jest dla skorpionów bardzo ważna. Dla mnie w życiu jest. Nawet robiąc test talentów Gallupa gdzieś ta bliskość wyszła mi na pierwszym miejscu. W związku, z czym rzeczywiście potrzeba takiej bliskości, lojalności, takiego bycia z kimś jest dla mnie bardzo ważna. Ja jestem rzeczywiście, bardzo wierną osobą, taką, która jednocześnie oczekuje takiej lojalności i wierności z drugiej strony. To jest dla mnie BARDZO ważna rzecz. Również kręgosłup moralny, który mam, takie cechy, wartości, którymi się kieruje w życiu jak zaczynają być w pewnych obszarach, pewnych sytuacjach, pewnych miejscach naginane to ja jednak stamtąd uciekam. Jeśli rzeczywiście widze, że nie mogę czegoś zmienić, nie mam na to wpływu to koncentruje swoją energie, swoje wysiłki tam, gdzie ten wpływ mam. To, co jeszcze mówi się, że charakteryzuje skorpiony to jest pamiętliwość i taka wręcz mściwość. Rzeczywiście jak sobie przypomnę jaką nastolatką byłam a byłam piekielnie zbuntowaną nastolatką. W glanach i za dużych swetrach i byłam najmądrzejsza. Mam właśnie nastoletnią córkę i jak sobie przypomnę, jaką ja byłam dziewczyną to… ojej, składam ręce, żeby ona nie była taka sama. Choć z drugiej strony te doświadczenia, jakie przeżyłam być może pomogą mi w radzeniu sobię w takich sytuacjach jako mamie. W każdym razie pamiętam, że ta pamiętliwość i taka zadra, jeśli ktoś już ją gdzieś tam w moje ciało wbiła, tkwiła we mnie bardzo długo i nie spoczęłam, póki nie oddałam tej zadry z powrotem. Teraz już jako dorosła osoba zupełnie inaczej patrze na pewne aspekty i zazwyczaj bardziej koncentruje się na tym, żeby się na tym nie koncentrować 😀 Ale rzeczywiście ta pamiętliwość w mnie jest, jeśli ktoś jest w stosunku do mnie nie fair, a ja mam 100% pewności, że mam czyste sumienie to po prostu nie utrzymuje kontaktu z takimi osobami. Jeśli np. chodzi o social media to blokuje, nie chce widzieć co u nich, nie chce, żeby one widziały co u mnie. To prawda, że skorpiony w moim odczuciu pamiętliwe są, chociaż z drugiej strony, jeśli macie skorpiona po swojej stronie to jesteście w pełni bezpieczni.

Kiedyś mocno wierzyła i interesowałam się tymi cechami, które są przynależne do danego znaku zodiaku i bardzo też chciałam studiować psychologie, to jest kolejna rzecz, którą być może o mnie nie wiecie. Od dziecka pamiętam też, że inne dzieci lubiły przychodzić do mnie i wygadywać się. Bez względu na to, czy to były dobre, czy złe wiadomości. Gdzieś tam pierwsze miłości w nastoletnim wieku i pamiętam, że byłam takim dobrym według nich słuchaczem tych wszystkich informacji. Widocznie mniej mówiłam, więcej słuchałam. Takie właśnie rzeczy spowodowały, że pomyślałam sobie, że fajnie byłoby to wykorzystać, że może jest we mnie coś takiego co powoduje że może ludzie lubią mi się wygadywać. Ale żeby to miało forme to dobrze byłoby właśnie pójść na psychologię i zobaczyć jak mogę z takiej „umiejętności” skorzystać. Nie dostałam się na te psychologię w pierwszym terminie. Poszłam do szkoły policealnej. Moja mama była też dużym przeciwnikiem takiego zawodu, bo według niej to właśnie nie był zawód i pytała „dziecko jak ty zarobisz na życie będąc psychologiem?”. Już nigdy nie wróciłam do tego pomysłu, zostałam na zupełnie innych studiach. Skończyłam je, ale rzeczywiście dzisiaj też jest tak, że taka umiejętność, która we mnie jest, jakaś chyba cecha pomaga mi w mojej codziennej pracy. Spotykam tutaj na sali bardzo różne osobowości. Są osoby bardzo otwarte, są osoby bardzo zamknięte, są osoby, które lubią rozmawiać, są osoby, które tego nie lubią i rzeczywiście mam łatwość w takim nawiązywaniu relacji i jakby dostosowywaniu się do samopoczucia drugiej osoby. Nie sprawia mi to żadnego kłopotu i jednocześnie bardzo pomaga w kontakcie z drugim człowiekiem. Dlatego że moja praca to nie jest tylko trening, a przynajmniej nie tylko trening fizyczny. To jest też ogrom pracy psychologicznej. Także bardzo się ciesze, że takie cechy charakteru mam, które pomagają mi w tym, żeby dobrze moi podopieczni się czuli w moim towarzystwie, żeby nie czuli się skrępowani, bo też często są to osoby, które się zwyczajnie krępują. Także to jest mega fajne, szkoda tylko, że nie udało się gdzieś tam usystematyzować, sformalizować, ale może gdybym te psychologie skończyła to nie byłabym teraz trenerem. Także nie ma tego złego 🙂

Ostatnią rzeczą, o której dzisiaj powiem jest taka rzecz wydaje mi sie prozaiczna, ale być może nie jestem w tym sama. Nie lubię latać samolotem, bardzo mnie to stresuje i robię to niezwykle rzadko. Tylko wtedy, jeśli rzeczywiście muszę. W ogóle pierwszy raz leciałam samolotem w podróż poślubną. To był 2005 rok. Miałam 26 lat, więc byłam już dorosłą osobą. Teraz jest już trochę inaczej, bo te samoloty są bardziej dostępne dla wszystkich i być może gdybym latała chociaż raz w roku na wakacje, tak jak teraz moje dzieci latają to było by inaczej, ale rzeczywiście ten lot samolotem jest dla mnie bardzo stresujący. Całą podróż czuje, że mam serce lekko za klatką piersiową. Szczególnie start, już po tym gdzieś tam w przestworzach jest w miarę okey, gdzie nic się nie dzieje, ale rzeczywiście czuje się dużo lepiej na ziemi niż powietrzu. Chociaż z drugiej strony chciałabym kiedyś skoczyć ze spadochronem albo polecieć na paralotni. Także, nie wiem, takie dwie osobowości. Samolotem się boje, ale już sama myślę się mniej bała.

Jest pewnie z pewnością kilka innych rzeczy, które mogłabym o sobie opowiedzieć i zapewnię to zrobię, ale myślę, że tutaj na tych pięciu poprzestaniemy. Bardzo serdecznie drogi słuchaczu dziękuje Ci za wysłuchanie tego odcinka i mam nadzieje, że słyszy się w kolejnym, serdecznie Cię pozdrawiam. Do usłyszenia 🙂

<iframe src="https://open.spotify.com/embed-podcast/episode/0Io6xTQaFGtkfnBtIycB8s" width="100%" height="232" frameborder="0" allowtransparency="true" allow="encrypted-media"></iframe>

Chcesz zacząć ćwiczyć na siłowni, ale nie wiesz jak? Jak przełamać strach?

Chcesz zacząć ćwiczyć na siłowni, ale nie wiesz jak? Jak przełamać strach?

Cześć. Mam na imię Marta i zapraszam Cię do mojego podcastu. Jeśli, choć kilkukrotnie zdarzyło Ci się pomyśleć „Zaczynam od poniedziałku” to ten podcast jest właśnie dla Ciebie. Motywacja, ruch, odżywianie, nawyki, ale także biznes trenera od kuchni i fit świat od zaplecza. O tym będziemy sobie tutaj rozmawiać. Zapraszam.

Cześć. Witam Cię drogi słuchaczu w czwartym odcinku mojego podcastu „Zaczynam od poniedziałku”. Dzisiaj poruszymy mi temat bardzo bliski, dlatego, że będziemy rozmawiać o treningu siłowym wśród kobiet. Dlaczego tak mało z nas nadal chodzi na siłownie, a jeśli już przychodzimy to zaczynamy i kończymy nasz trening w strefie cardio. Na bieżni albo na rowerku ewentualnie na dwóch ulubionych przez wszystkie kobiety maszynach. Przywodziciel i odwodziciel, a nadal bardzo mało głębiej korzysta z maszyn nie mówiąc już o strefie tzn „męskiej”. Nie wiem czemu ona tak się nazywa. Czyli tam, gdzie są hantle, sztangi, w strefie wolnych ciężarów. Tamtych kobiet jest rzeczywiście bardzo mało, a to jest najlepsza strefa do tego, żeby budować ładną i zadbaną sylwetkę i ja już co nieco o swoich doświadczeniach opowiadałam w pierwszym odcinku tego podcastu, także, jeśli masz ochotę po niego sięgnąć to serdecznie Cię zachęcam, ale powrócę w niektórych aspektach do tego.

Ja zaczęłam swoją przygodę z ćwiczeniami po urodzeniu drugiego dziecka. Zaczęłam od ćwiczeń grupowych, od zajęć fitness. Co prawda moja motywacja była taka już bardzo zbudowana, bardzo głęboka i ja nie miałam obaw, które słyszę, że moje podopieczne czasami mają, jeśli pytam, dlaczego nie przychodzą na siłownie, albo co zdecydowało, że przychodzą na trening 1 na 1, a właśnie nie korzystają z zajęć fitness czy zajęć prowadzonych na siłowni. Ja takich obaw nie miałam, natomiast rzeczywiście idąc na zajęcia grupowe schowałam się gdzieś tam na końcu sali. Nie wiedziałam w jaką grupę wchodzę. Było mnóstwo takich obaw „Czy dam sobie radę? Czy będę w rytmie ze wszystkimi? Czy one nie będą dawały nogi w lewo, a ja dam te nogę w prawo?”. Natomiast po kilku zajęciach te obawy kompletnie minęły, bo nie byłam jedyną osobą, która dopiero zaczynała swoją przygodę z aktywnością fizyczną. Zresztą ja zaczęłam ją w ramach postanowień noworocznych w związku z tym rzeczywiście było nas wtedy więcej, ale nie wszystkie przetrwały. W każdym razie te obawy po kilku zajęciach minęły, ale rzeczywiście wygląda to tak, że dziewczyny na początku gdzieś tam chowają się za filarami. Nawet szczerze mi teraz o tym mówią „No wiesz miałam przygodę z zajęciami fitness, ale gdzieś tam schowałam się za filarem, nie robiłam wszystkich powtórzeń i tak nikt nie zwracał na to uwagi. Nie było mnie widać i o to w sumie w tym chodziło, że niby poszłam na te zajęcia, ale wyniosłam z nich myśle połowe tego co powinnam”. Więc dużo jest takich czynników, które powodują, że na początku bardzo trudno jest wejść w grupę, a nie mówiąc już o treningu pojedynczym, treningu siłowym gdzie masz sama pójść na siłownie (o tym za chwilę więcej będę opowiadała), ale jeśli już podejmuję się decyzję o tym, żeby zacząć aktywność ruchową to bardzo często zaczynamy od tych zajęć grupowych. Wybieramy taką aktywność, którą lubimy, zumba, albo pilates, albo zajęcia ze stepem. U mnie to był trening obwodowy z użyciem stepu i ciężarów. Bardzo mi ta formuła zajęć odpowiadała. Dlatego, że te stacje się zmieniały, pracowało cało ciało, ale wiecie ja byłam totalnie bez kondycji, zagubiona. Nie jestem mistrzem stepu, chociaż bardzo dużo mnie te zajęcia nauczyły. Nigdy nie miałam problemu z poczuciem rytmu, dlatego to też na pewno mi pomogło, ale jak już zaczęliśmy robić obroty różnego rodzaju, to już niestety mój błędnik nie pozwalał mi na komfort ćwiczeń w takich warunkach i musiałam z tych stepów zrezygnować.

Potem zaczęłam swoją przygodę z treningiem ze sztangami. To były też bardzo fajne zajęcia, choć teraz ja patrze na to z perspektywy trenera to dosyć niebezpieczne. W kontekście takim, że jeśli nie mamy dobrej techniki ćwiczeń, dorzucamy do tego sztangi, te zajęcia są prowadzone w rytm muzyki, musimy cały czas pracować w rytmie, jaki pokazuje instruktor i jeśli mamy za dużo obciążenia możemy zrobić sobie po prostu krzywdę. Także wtedy z perspektywy uczestnika zajęć nie zwracałam na to takiej uwagi, jednak teraz z perspektywy trenera uważam, że powinno się być przygotowanym do takich zajęć. Do tego wszystkiego jeszcze wychodziłam pobiegać. Też nie miałam taką świadomość, że bieganie nie jest dla każdego. Wydawało mi się, że to jest taki ogólnodostępny sport, który może każdy z nas robić i ogólnie rzecz biorąc jest to prawda. Natomiast nie każdy powinien od razu biegać. Ja na szczęście nie miałam ogromnej nadwagi i nic mi się dzięki temu nie stało. Natomiast jeśli mamy tych kilogramów nadprogramowych dużo to powinniśmy jednak zacząć od np. nordin walking, a potem dopiero przejść sobie do biegania, jeśli lubimy taką aktywność. Bo najważniejsze jest w tym wszystkim, żeby to lubić. Więc biegałam wieczorami, żeby nie każdy sąsiad mnie widział, tego, że przebiegnę kilkaset metrów i mam zadyszkę i muszę się przejść. Niestety tak to na początku wygląda i każdy z nas przechodzi taką samą drogę i teraz organizując marszobiegi w moim rodzinnym mieście widze siebie z dawnych lat wśród tych dziewczyn, które przychodzą i wiem z czym one się zmagają i wiem jaki ogrom pracy wkładają w to, żeby się nie poddać. Cudowne jest to, że przychodzą następnym razem i mówią „Kurcze dzisiaj było już lepiej”. Bo będzie lepiej. Jeśli wykonujemy daną czynność, to nie tyczy tylko aktywności fizycznej, to dotyczy różnych czynności, których się uczymy. Nie ma innego sposobu na naukę jak doświadczanie. Także powtarzanie tego samego, ale czasem w różny sposób (miejmy to na uwadze) to jest to co pozwala nam się uczyć, pozwala nam się doskonalić i pozwala nam być cały czas lepszym i lepszym.

Po około roku takich samodzielnych doświadczeń na sali fitness zdecydowałam, że chce iść na siłownie. Ja od początku wiedziałam, że nie chce tego robić sama. Ja co prawda kiedyś, myślę, że przed urodzeniem jeszcze pierwszego dziecka, to musiało być 15 lat temu, próbowałam na własną rękę z koleżanką chodzić na siłownie, ale byłyśmy zagubione, nie wiedziałyśmy co mamy robić i kończyłyśmy na tych samych maszynach, na których teraz widze, że dziewczyny zaczynają i kończą swój trening. Dlatego tym razem nie chciałam już sama iść na siłownie, być zagubiona, zastanawiać się co mam zrobić, zastanawiać się, do czego służy dany sprzęt, tylko od razu wiedziałam, że chce skorzystać z pomocy trenera. Ogólnie uważam, że każdy, kto chce zacząć przygodę z siłownią, a jest to jeden z lepszych teningów, jakie możemy sobie robić, powinien to robić pod okiem trenera. Ja nie mowie, że całe życie mamy trenować pod okiem trenera, natomiast wiem, że cały czas to powtarzam w swoich podcastach, ale bardzo chce, żeby to dobrze wybrzmiało. Uczcie się od trenerów jak najwięcej, zadajcie pytania, ale nie róbcie pewnych rzeczy na własną rękę. Dla własnego zdrowia i bezpieczeństwa powinniście korzystać z tego czego trenerzy uczą i potem oczywiście po pewnym czasie będziecie same/sami już wiedzieli jak zrobić trening siłowy, jakie ćwiczenia po sobie wykonywać, jakie są możliwości Waszego ciała, co możecie robić a czego nie powinniście robić, na czym się skupić, na czym pracować. Ten początek powinien być prowadzony pod okiem trenera.

Ja zaczynając trening siłowy nigdy nie miałam takich obaw, z którymi się teraz spotykam, czyli np. „o jeju od tych ciężarów to ja się stanę męska, będę jak facet, urosną mi mięśnie”. W ogóle takie myśli nie przychodziły mi do głowy i szczerze mówiąc wydaje mi się, że te kilka lat temu one nikomu nie przychodziły do głowy. Teraz jest takie przeświadczenie, jakiś taki mit. To jest niemożliwe, żeby kobieta bez oczywiście wsparcia farmakologią wyglądała jak mężczyzna. My mamy 16 razy mniej testosteronu, jakby nasz organizm i nasze ciało zupełnie inaczej trenuje na trening siłowy, na ten bodziec. Także to jest fizycznie, biologicznie kompletnie niemożliwe, żeby z kobiety zrobić mężczyznę. Także słuchajcie, jeśli macie takie obawy to skończcie z nimi, bo po prostu to jest niemożliwe. Tak jak niemożliwe jest latanie na miotle 🙂 Wyrzucicie ten mit ze swoich obaw, obalcie go raz na zawsze. Jeśli takie myśli przychodzą Wam do głowy to pozbądźcie się tego natychmiast.

W ogóle przygotowując się do tego podcastu znalazłam takie okreslenie jak „gymfobia”. To jest obawa przed ćwiczeniami w miejscach publicznych. Np. boimy się pójść na zajęcia zorganizowane, boimy się pójść tam gdzie po prostu też ćwiczą inni ludzie. Nie miałam pojęcia, że jest takie określenie w ogóle, ale to jest bardzo ciekawe. Znaczy, rzeczywiście takie obawy są, ja zauważam je też wśród swoich podopiecznych, one mi je sygnalizują, że wolą przyjść do mnie tutaj do studia i ćwiczyć sobie 1 na 1 i nikt na nie nie patrzy poza moją parą oczu, a jednak pójść sobie gdzieś tam na zajęcia zorganizowane to już jest problem. „No może z koleżanką”. Nie wiedziałam o tym, że takie określenie jak gymfobia istnieje, z drugiej strony jest takie odczucie wiec zostało ono po prostu nazwane, ale w polskim języku raczej go nie spotykamy. To jest w opracowaniach anglojęzycznych głównie spotykane określenie. Moim zdaniem, rzeczywiście takie zjawisko występuje, ale jak możemy sobie z nim poradzić? W moim odczuciu im większą będziemy miały pewność tego, że ćwiczenia, które wykonujemy są robione poprawnie, że wiemy co mamy robić tym mniejsza ta gymfobia będzie. Także nauka znowu się tutaj kłania.

Jest w nas w ogóle taki bardzo duży strach przed oceną innych ludzi i kiedy nawet myślimy o tym, że chciałybyśmy pójść na tę siłownię, bo zdajemy sobie sprawę, że ten trening jest fajny, że bardzo dużo dobrego daje dla naszego ciała, ale boimy się tego, że ktoś będzie oceniał to jak wyglądamy, jakie mamy leginsy, czy mamy czerwoną buzie jak ćwiczymy, czy pocimy się, czy się nie pocimy. To wszystko nas hamuje bardzo przed tym, żeby właśnie wystawić się innym oczom na widok. Zapewniam Was, że każdy na siłowni, tak jak np. ja, zakładam słuchawki i ja nie patrze na innych ludzi, ja jestem w swoim treningu. Każdy człowiek (no może nie każdy, ale większość z nas) chce się skupić na sobie. To są 2 godziny takie tylko i wyłącznie dla siebie. Bez krzyczenia dzieci, bez szczekania psa, bez męża, czy żony. Taka koncentracja tylko na sobie. Poza tym musimy być tez skoncentrowani na tym co robimy, dlatego że dźwigamy ciężary, więc też nie możemy naszej koncentracji puścić sobie gdzieś tam wolno, tylko musimy ją skupić na tym co robimy. Także zapewniam Was, że nikt nie patrzy na to, czy macie żółte leginsy, czy zielone, czy czarne, czy dźwigacie dwójki, czy pięćdziesiątki. W ogóle nie zwraca się na takie rzeczy uwagi, także, jeśli macie takie obawy, że będą dziesiątki oczu na Was skierowane jak pójdziecie na tę siłownie to też wyrzucicie to. Nikt na Was nie patrzy. Zapewniam Was.

Ten strach przed oceną wynika (prawdopodobnie) z tego, że macie niewielką wiarę w siebie, taką pewność siebie. A z czego ten brak wiary w siebie wynika? No właśnie z tego, że nie macie umiejętności, czyli widzicie, że kolega/koleżanka, facet/kobieta obok ćwicząca dźwiga jakieś dla Was niepojęte ciężary i robi to w pięknie według Was wyglądający sposób, czyli domyślacie się, że jest to dobrze zrobione technicznie, a dla Was rozgrzewka jest wyzwaniem i jesteście już właśnie czerwone na buzi i pot leci i kapie po plecach i myślicie sobie, że „nie, no ja już dalej tam nie pójdę, przecież oni mnie wyśmieją”. Słuchajcie Was też, że każdy/każda z nas kiedyś tez zaczynała taki trening i była dokładnie w takim samym punkcie jak Wy się teraz znajdujecie i też rozgrzewka była dla niej/niego wyzwaniem i znowu kłania się ta konsekwencja, że nie poddajemy się. Dzień po dniu, trening za treningiem idziemy do przodu. Jeśli nie będziemy przychodzić na siłownie, nie będziemy przełamywać tych swoich barier, nie będziemy ich pokonywać to nie będziemy szli do przodu. To dotyczy znowu, każdej sfery naszego życia i zawodowej i osobistej i rozwojowej. Także miejcie na uwadze, że każdy z nas kiedyś zaczynał i ja też mam wrażenie, że jak jestem na siłowni to dziewczynny na mnie patrzą takim innym wzrokiem jakbym była z innej kategorii nadludzi wręcz, bo dobrze ćwiczę. Ja się tego nauczyłam. Też byłam w punkcie zero, nie wiedziałam co mam robić, co do czego służy, maszyny były dla mnie czarną magią i tak czasami, jak zmieniam siłownie i widze jakąś nową maszynę to jest ona dla mnie czarną magią, ale nie boje się podejść i sprawdzić, przeczytać, zobaczyć, zapytać. Nie bójcie się pytać. Jeśli czegoś nie wiecie od tego są trenerzy na siłowni, od tego są instruktorzy, żebyście do nich śmiało podeszły i zapytały do czego to służy, co mam tutaj zrobić. Zresztą bardzo często jest tak, że jeśli decydujecie się na zakup karnetu to dostajecie pierwszy taki trening w gratisie razem z tym karnetem, trening z trenerem. Także też skorzystajcie z tego, pytajcie o takie możliwości.

Jeśli chcecie wybrać siłownie to możecie jak najbardziej zanim w ogole zdecydujecie się na zakup karnetu poprosić recepcjonistke żeby Was po niej oprowadziła, że jak przyjdziecie następnym razem to nie będziecie zagubione, będziecie wiedziały gdzie macie szatnie, gdzie są prysznice, gdzie są toalety, gdzie jest strefa maszyn, gdzie jest stefa cardio, gdzie są hantle, gdzie są sztangi. Będziecie wiedziały gdzie macie kierować swoje kroki, a nie czuły się bardzo zagubione, bo to też może być powodem, który będzie was hamował przed tym, żeby w ogóle na taką siłownie wejść.

Kolejnym argumentem, który czasem słyszę na swojej sali treningowej jest to, że macie już negatywne doświadczenia aktywności fizycznej. Szczerze mówiąc, jak patrze na swoje dzieci to takie negatywne doświadczenia można już wynieść ze szkoły podstawowej, dlatego że te zajęcia WF, które są w szkole podstawowej, najpierw w tych klasach 1-3 często prowadzone są na korytarzu. Grają dzieci po prostu w zbijaka, jakby zero kreatywności jest też w tych Wfach. Potem jak pójdą już na te sale gimnastyczną no to są już jakieś zawody, troszkę biegają, robią tego typu rzeczy, ale np. jak już coś nabroją no to za kare są pompki, albo przysiady. No i jak ma to budować jakiekolwiek pozytywne wzorce na przyszłość i zdarzają się takie sytuacje, że to zostaje w ludziach na bardzo długie lata, że unikają aktywności fizycznej. Potem w liceum czy na studiach robią wszystko, żeby załatwić jakieś zwolnienie z lekcji Wfu. Oczywiście to też jest wina wieku i takiego trochę hormonalnego wystrzału i głupiego podejścia, ale rzeczywiście coś w tym jest, że te emocje, które aktywność fizyczna budzi w nas jako dzieciach bardzo często przechodzą już na te życie dorosłe i później trudno jest nam, kiedy mamy takie negatywne wspomnienia z takich lekcji WF, trudno jest nam pomyśleć, że ruch może być przyjemnością, że może to być coś fajnego. Także starajmy się wyrzucić te bardzo dawne wspomnienia negatywne z naszego życia i pomyśleć sobie „jestem dorosłą kobietą i ja chce zacząć się ruszać, ja potrzebuje zacząć się ruszać”. Słuchajcie zdarza się czasami tak, do tego stopnia te wspomnienia są bardzo złe, że nawet jeśli lekarz powie komuś, że musi schudnąć ze względów zdrowotnych to i tak ta osoba nie włącza ruchu w swoją codzienność, nie włącza ćwiczeń, nie włącza jakiś zajęć tylko manewruje sobię dietą. Czyli woli zjeść mniej, ale się nie ruszać niż dorzucić ten kawałek w sumie ogromnej przyjemności (z resztą ruch jest niezbędny do życia, musimy to zapamiętać) Jak będziemy siedzieć, no to zrobimy sobie naprawdę ogromną krzywdę. Także musimy postarać się, nawet jeśli nie jesteśmy w stanie sami sobie tego przepracować, to przepracujcie to z psychologiem. Natomiast musimy przepracować sobie to, że było to dzieciństwo i puszczamy to w niepamięć. „To nie była moja wina. To była wina osoby, która prowadziła te zajęcia. Jestem dorosłą kobieta, chce zacząć coś robić, muszę zacząć coś robić czasami”. Fajnie by było jakbyście powiedziały „chce” niż „muszę”. Więc ruszamy się! Koniecznie!

Zatem jeśli zdecydujecie się pójść na siłownie, bo chcecie i wiecie, że to jest bardzo dobry wybór i ten trening da wam i waszemu ciału ogrom korzyści to po prostu załóżcie wygodny strój i pójdźcie i zapiszcie się na siłownie. Fajnie też pewnie, żeby ta siłownia była niedaleko Was, dlatego że te dojazdy bardzo często zniechęcają. Więc poszukajcie siłowni w miarę możliwości blisko siebie. Miejcie też jakiś plan, czyli zastanówcie się co Wy chęci zyskać. Jeśli nie możecie sobię pozwolić na współprace z trenerem to oczywiście można z takiej współpracy np. skorzystać online. Ona jest wtedy dużo bardziej dostępna finansowo i trener rozpisze Wam treningi, rozpisze Wam ćwiczenia, jakie jedno po drugim wykonywać, a jeśli chodzi o technikę no to macie kilka możliwości. Zazwyczaj trenerzy, którzy rozpisują takie treningi mają swoje filmiki, pokazują jak takie ćwiczenia wykonać, a jeśli nie no to na Youtube też znajdziecie bardzo dużo takich instruktażowych filmików. Wystarczy, że wpiszecie nazwę ćwiczenia i wyskakuje wachlarz jak takie ćwiczenie wykonać, więc śmiało można sobię z tego korzystać. Potem pytajcie, pytajcie, pytajcie. Czyli jeśli już pójdziecie na te siłownie macie pełne prawo poprosić instruktora czy trenera o pomoc, czy nawet osobę ćwiczącą obok. „Ej mam takie ćwiczenie, czy wiesz może na czym ono polega? Może mógłbyś/mogłabyś mi je pokazać?”. Jesteśmy ludźmi i możecie do nas śmiało podchodzić, szczególnie w przerwach między ćwiczeniami, bo może niekoniecznie, wtedy kiedy dźwigamy, ale śmiało możecie podchodzić i pytajcie. My na każde pytanie bardzo chętnie odpowiemy. Naprawdę byłyśmy/byliśmy w takim samym punkcie, w jakim wy jesteście teraz. Doskonale rozumiemy sytuacje, ja osobiście bardzo podziwiam i bardzo gratuluje takim osobą, które widze, że są takie zagubione, bo chodzą od maszyny do maszyny, ale nie boją się podejść i zapytać „hej, do czego do służy, co mogę tutaj zrobić?”. Pytajcie nie bójcie się, naprawdę każdy każdemu pomoże. Jesteśmy normalnymi ludźmi i bardzo chętnie służmy Wam pomocą. Jeśli nie macie trenera na siłowni to po prostu korzystajcie z wiedzy osób bardziej doświadczonych. Nie bójcie się tego i zaufajcie mi… trening siłowy jest jednym z lepszych treningów dla Waszego ciała. Zarówno pod kątem spalania tkanki tłuszczowej, jak i pod kątem budowania masy mięśniowej, pod kontem rekonpozycji sylwetki, żeby ta sylwetka była pełna, ładna, kształtna. Także nie bójcie się i życzę Wam tego, żebyście się odważyły i śmiało do przodu krok po kroku, zajęcia po zajęciach, trening po treningu, a będziecie coraz lepsze i niedługo Wy będziecie uczyć inne kobiety. Za to trzymam kciuki. Pozdrawiam Was serdecznie i słyszymy się w kolejnym odcinku za 2 tygodnie.

<iframe src="https://open.spotify.com/embed-podcast/episode/5sLY5c3lAWmlWoqHR2l44w" width="100%" height="232" frameborder="0" allowtransparency="true" allow="encrypted-media"></iframe>